środa, 11 czerwca 2014

1.Ludzie nie są takimi jak Ci się wydaje.

Różnie się od swojego brata w 100 %, on jest przeciwnością mnie, jak jestem głośna i niezależna, a on cichutki i opanowany. Chodzę z nim do jednej uczelni, ale nigdy go nie widzę, zawsze mówię sobie że jest z kolegami w bibliotece, ale się myliłam. Dzisiaj wyszłam z uczelni trochę wcześniej, odwołali nam jedną lekcję, a ja musiałam czekać na brata. Jedyna rzecz w tym że on nie pozwala mi jeździć swoim autem, a ja nie mam pieniędzy żeby go sobie zafundować. Czekałam na niego przed parkingiem, ale po 5 minutach stania postanowiłam usiąść na ławkę przed uczelnią czytać książkę. Wyjęłam książkę z torby i nagle przed sobą usłyszałam znajomy ochrypły głos, podniosłam wzrok i zobaczyłam Jace'a. Może było by normalne że wychodzi  sobie na przerwie, ale inną sprawą było to że miał w ręku papierosa i za nim szło kilkoro chłopców których znali wszyscy. Harry, czyli największy flirciarz z nich, Niall bardzo śmieszny chłopak, mogła bym się z nim zaprzyjaźnić, Liam ten czuły, Louis to ten w którym podkochuje się każda dziewczyna, w sumie w każdym się podkochuje każda dziewczyna. No i ten ostatni, Zayn, najgorszy z nich wszystkich, nie dość że przespał się z każdą dziewczyną na uczelni, to jeszcze każda dziewczyna ubiega się o order jego "prawdziwej" dziewczyny. Zerwałam się szybko na równe nogi i podeszłam do Jace'a.
-Cześć braciszku! - Wykrzyknęłam. - Z kim to się oprowadzasz?
-Cześć. Zadajesz głupie pytania, przecież każdy ich zna.
-Wiem. Ale nie sądziłam że jesteś na ich poziomie, żeby się z nimi oprowadzać.
-Nie martw się, przynajmniej ja mam z kim rozmawiać, a nie piszę listy do rodziców. Chociaż wiesz że mają Ciebie i mnie gdzieś!
-Wiesz co może pojmij to że twój brat nie jest takim jak Ci się wydaje. - W tej chwili odezwał się mulat.
-Nie wtrącaj się nie do swoich spraw!
-On ma rację Lil. Ludzie nie są takimi jak Ci się wydaje. - Miałam ochotę dać mu w twarz, za to jaki jest w stosunku do mnie, ale stwierdziłam że niech robi co chce. Wiem że chce taki być bo kiedy mówi do mnie "Lil", mam go zostawić w spokoju, albo jest na mnie zły. Ale w tej sytuacji czuje to i to.
-Dobra! Rób co chcesz! Jak będziesz coś ode mnie chciał to wiedz że będę u Sally.
-Nie, tylko nie Sally! Nie mów jej! - Chłopacy stojący za nim spojrzeli się na niego dziwnie. Wiedziałam że nie wiedzieli kto to Sally, szczególnie dla tego że sami nigdy nie mieli dziewczyny.
-Zanim zaczniesz się drzeć o Sally, to powiedz swoim nowym kolegom kto to Sally, a i jeszcze wytłumacz im co to znaczy "dziewczyna". - Odwróciłam się na piecie, czułam że patrzą na mnie, już się boje co mnie czeka jutro jak tu przyjdę, znając ich nie dadzą mi żyć przez około miesiąc, a potem będę zauroczona ich "sympatią" do mnie i z którymś się prześpię. Zabrałam torbę z ławki i ruszyłam w stronę domu Sally. Wiedziałam że nie będzie zachwycona tym że jej chłopak nie jest taki jak jej się wydaje.  Kiedy doszłam do domu Sally zobaczyłam to co widzę co tydzień w poniedziałek. Sally leżała skulona na kanapie.
-Hej. - Rzuciłam torbę na półkę na buty i podeszłam do kanapy. - Co tu się stało?
-On znowu tu był!
--------------------------------------------
Cześć. Witam was na moim nowym blogu.
Ten będzie już na serio.
Bez zbędnego pitolenia Zapraszam!
Czytasz = Komentujesz

1 komentarz: